Miejsce, gdzie książki inspirują kobiety

Historie naszych pupili: Pełne wzruszeń i miłości

 „Kicia do swoich hobby zalicza: spanie na parapecie lub na ubraniach pańci (np. w szafie), wybieranie lepszych kąsków z miski, budzenie pańci o 4 nad ranem z rozpaczliwym wołaniem o jedzenie (…).

Asia Janowska o swojej kotce, znanej także jako Szylkretowy Potwór

W ubiegłym tygodniu poprosiłyśmy Was o podzielenie się z nami historiami swoich pupili. Efekt przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania! Pisałyście o sytuacjach, które nas szczerze bawiły (zjedzona praca magisterska!) i wzruszały, pokazałyście nam wiele zdjęć. Wiemy już na pewno, że nasze klubowiczki kochają nie tylko książki. 

Wiele z Was opowiedziało nam o początkach przyjaźni z pupilami. Sylwia Kostecka znalazła Rudolfa zimą na poboczu drogi. Psiak był zziębnięty, głodny i bardzo zmizerniały. Wcześniej rodzice Sylwii nie chcieli słyszeć o psie, ale kiedy zobaczyli zabiedzonego Rudolfa, zmienili zdanie. Co stało się potem?

 „Kiedy doszedł do siebie (…)  zjadał kwiatki, drapał meble i wszystkie przedmioty, które zawierały jakąkolwiek skórę. Nie miałam mu tego za złe (…).Zniszczył moją pracę magisterską, a dokładniej ją zjadł, ale za to pomógł mi odstraszać nieodpowiednich partnerów, jakby miał szósty zmysł”.

Mollusia, psiak Moniki, również została znaleziona na ulicy. Początkowo bardzo bała się ludzi, przez rok chowała się pod łóżkiem, nerwowo reagowała na podniesiony głos („Nie mogliśmy się nawet z mężem pokłócić :)” ). Jej nowa opiekunka nie dała jednak za wygraną i cierpliwie oswajała skrzywdzone zwierzę.

„Po roku wiedziała już, że nie musi rzucać się na każdy śmietnik, że dostanie jedzenie od tych,  którzy ją kochają. Wie już, że pchły, zepsute ząbki, zapalenie skóry i dziąseł, skołtunione włoski, głód i strach to już wspomnienie. Czasami (…) w snach wracają demony przeszłości, ale wtedy budzi się i (…) wie, że tamten koszmar się skończył”.

Miłość za miłość

Padi, psiak Zofii Koz, jako najsłabszy w miocie, miał zostać uśpiony. Na szczęście do tego nie doszło, a niewielkich rozmiarów Padi udowodnił, że ci, którzy spisali go na straty, bardzo się mylili.

„(Padi – przyp. red.). kiedyś uratował mi życie (…). Byłam z nim na spacerze, kiedy zaatakował mnie jakiś bandzior. Mój kochany piesek, który hasał sobie w parku, przybiegł mi z pomocą. Na szczęście nikt bardzo nie ucierpiał, ale wiem, że mogę na nim polegać. Kiedy jest ze mną czuję się bezpiecznie”.

Wasze historie dowodzą, że miłość, poświecenie i cierpliwość mogą odmienić każde, nawet najbardziej zalęknione i nieufne zwierzę. Gucio, porzucony jako szczenię przez mamę, trafił pod czuła opiekę Ewy Kuligowskiej. Co o swoim życiu powiedziałby dziś Gucio? Zdaniem Ewy jego historia mogłaby brzmieć tak:

„Teraz mam 4 lata i jestem misterem podwórka (…). Często jeżdżę na wieś, gdzie są takie duże zwierzaki, które muczą i dają mleko (jak nikt nie widzi to wylizuję bańkę po dojeniu). Moim przeznaczeniem na pewno było być psem pasterskim, bo krowy ( no oprócz jednej) bardzo się mnie słuchają. Generalnie jestem bardzo odważny, boję się tylko petard, bram automatycznych, pewnego mopsa, wyłączonych wiertarek i miliona innych rzeczy”.

Warto walczyć do końca

Jedną z najbardziej wzruszających historii  - walkę o życie psiaka, który został skazany na śmierć zaraz po urodzeniu – opisała Anka Krzyczkowska. Missi urodziła się w pseudohodowli. Właściciele uznali, że jest za słaba, za drobna,  więc nie znajdą na nią kupców. Zostawili ją więc na pewną śmierć. Dzięki interwencji, udało się w porę znaleźć malucha, choć lekarze dawali Missi zaledwie 1 proc. szans na przeżycie.

„Dziś maleństwo jest tu obok. Oddycha. Chrapie. Co chwileczkę uderza wiecznie tańczącym ogonem. Siedzę i obserwuję jak chłonie nie tylko powietrze ale i moją miłość. Moje emocje… Jest tak cicho. Zasypia… muszę ją dotknąć żeby się upewnić, że jest. Taka cieplutka, taka mała, taka moja. Na ciepłą dłoń człowieka, któremu ufa reaguje potokiem wymownych spojrzeń i całą lawiną buziaków”.

Jak pies z kotem

Wiemy, że historie o walczących ze sobą psach i kotach są prawdziwe (same mamy zwierzaki, które są w stanie nieustającej wojny), ale historia Jerry’ego i Rudzika to opowieść o wielkiej przyjaźni. Rudzik, kot Katarzyny Opozdy, został dotkliwie pogryziony przez psa. Rany były tak głębokie, że kot nie potrafił samodzielnie jeść, a weterynarz uznał, że nie może pomóc cierpiącemu zwierzęciu. Mimo wielu prób karmienia wydawało się, że kot nie przeżyje. Na szczęście Katarzyna przypomniała sobie o przyjaźni, jaka łączyła Rudzika z mieszkającym na podwórku psem Jerrym i zaprowadziła go do umierającego przyjaciela.

„To był strzał w 10! Jerry zaopiekował się kotem (…). Lizał go, przytulał, opiekował się nim i na siłę wpychał mu język do buźki liżąc mu te obolałe, poranione miejsca. Kot wiele razy się denerwował, odpychał go, pojękiwał, ale było widać, że rozumiał, że on mu krzywdy nie robi, że chce mu pomóc. Jerry stał się jego osobistym psim weterynarzem. I uwierzcie, że wyleczył go. Kot przestał krwawić, a z czasem zaczął normalnie jeść(…)”.

„Kocim opiekunem” stał się także Borysek, psiak Izabeli Malinowskiej. Podczas wakacji przyniósł swojej pani malutkiego kociaka, który otrzymał potem imię Ruda. Zwierzątko było tak małe, że musiało być dokarmiane.

„Karmienie co trzy godziny z butli jej i mojego synka, chodzenie do pracy i samotne wychowywanie dwulatka, było nie lada wyczynem” – napisała Izabela. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze – Ruda urosła i zaczęła samodzielnie jeść. Po jakimś czasie dołączył do niej również Czarny (syn dzikiej kotki uratowany z przedszkolnej kotłowni) i Sajgon (również odratowany, ponieważ trafił do nowej właścicielki w stanie krytycznym – nie miał sierści, był wychudzony i cierpiał na przepuklinę).

Miłość wielkości połowy dłoni

W Waszych wpisach nie zabrakło również historii o mniejszych zwierzątkach. Ula Michalik opisała swoją przyjaźń z szarą Kiką, chomikiem, który pilnował, żeby jego opiekunka zawsze wstawała na czas.

„Obok mojego łóżka zawsze piętrzyły się książki (…). Budziłam się, a ona... siedziała na tych książkach. Po jakimś czasie zmieniła swoje przyzwyczajenia. Gdy dochodziła już godzina, o której powinnam wstać, zeskakiwała z tych książek na łóżko, właziła mi na twarz, chodziła po głowie, po ramionach, nadgryzała ucho... Aż w końcu musiałam się obudzić”.  

Ewa Rogowska również opowiedziała nam o swoim chomiku – a konkretniej, o tym, dlaczego nadano mu nietypowe imię.

„Kupiliśmy z mężem chomika. Nie mieliśmy jednak dla niego imienia (…). U męża na rękach uwielbiał się bawić i zwiedzać ludzkie ciało. Moje jednak chyba nie przypadło mu do gustu – zawsze,  gdy wzięłam go na ręce, od razu zostawiał na mnie kupkę.  Mąż wpadł na pomysł nadania mu imienia - został oczywiście BOBKIEM”.

Niekoniecznie cztery łapy

Wiemy, że nie każda z Was (ze względu na warunki mieszkaniowe, częste wyjazdy, alergie) może mieszkać z ulubionym zwierzęciem. Tak było w przypadku Darii Baczkowskiej, która marzyła o psie, ale pokochała… patyczaka o wdzięcznym imieniu Julka-Kulka.

Zwierzęta to przyjaciele na całe życie. Nawet, kiedy nie ma ich już z nami, ciągle pamiętamy o ich miłości i o tym, czego nas nauczyły.

Choć nie wszystkie opisane przez Was historie mogły trafić do artykułu (musiałby mieć kilkanaście stron!) wszystkie przeczytałyśmy i za wszystkie Wam dziękujemy. Mamy nadzieję, że nasz artykuł pokazał, że przyjaźń między ludźmi i zwierzętami jest możliwa:)