Miejsce, gdzie książki inspirują kobiety

Kiedy popłynie łza, czyli kilka słów o trudnych chwilach 

W ubiegłym tygodniu rozmawiałyśmy o tym,  czego żałujemy, co sprawiło nam ból i przykrość. Nasze czytelniczki szczerze opowiedziały nam o sytuacjach, które były dla nich trudne i podzieliły się sposobami, które pomogły im sobie poradzić. 

Na odejście bliskiej osoby nigdy nie można się przygotować. Nawet jeśli możemy się jej spodziewać, strata jest zawsze tak samo dotkliwa. Kilka naszych czytelniczek podzieliło się z nami emocjami, które towarzyszyły im w tym trudnym czasie (lub towarzyszą nadal).

- Jedną z trudnych chwil w moim życiu była utrata taty – napisała Renata Lach. - Gdy przyjeżdżałam do domu, wolałam spędzić czas ze znajomymi lub na rozmowie z mamą. Z tatą miałam słaby kontakt.

Kiedy Renata zdała sobie sprawę z tego, że jej tata niedługo może odejść, postanowiła zbliżyć się do niego.

- Zaczęłam częściej przyjeżdżać do domu i spędzać czas razem z rodzicami. Zaczęliśmy rozmawiać i grać w naszą ulubioną grę, w którą graliśmy, kiedy byłam mała. Gdy tato już nie miał sił na granie i zbyt długie rozmowy,  po prostu siedzieliśmy razem i cieszyliśmy się swoim towarzystwem. Nasze ostatnie spotkanie było w szpitalu, (…) nie myślałam, że to będzie nasze ostatnie... Teraz wiem, że trzeba korzystać i cieszyć się z możliwości spędzenia każdej chwili z najbliższymi.

Ostatnie pożegnanie

O tym, jak ważna jest możliwość pożegnania się  przekonała się również Ewa Kłobuch.

-  Czego żałuję ? Nie zdążyłam pożegnać się z moją kochaną babcią – zaczęła swoją historię Ewa.  -  Pamiętam, że  była niedziela. Zepsuł mi się samochód, autobus się spóźnił,  bo była mgła. Wiedziałam,  że z babcią jest bardzo źle. Gdy wreszcie dotarłam, babci już wśród nas nie było. Spóźniłam się parę minut, nie zdążyłam się z nią pożegnać, nie potrzymałam jej za rękę, żeby przeprowadzić na drugą stronę. Nie powiedziałam, jak bardzo ją kocham.  Długo odczuwałam żal. Do niej, że nie zaczekała i do siebie, że nie zdążyłam.

Od odejścia babci Ewy minęło już wiele lat. Dziś „żal pozostał, ale zamienił się w tęsknotę”.

Informacja o chorobie jest często impulsem do zmian w relacjach z bliskimi. O takiej próbie opowiedziała nam Kasia Taraszkiewicz, która straciła tatę.

- Tata zawsze mówił, że (wszystko u niego – przyp. red.) dobrze. Ja niestety wierzyłam. Widywałam się z nim rzadko (miałam i mam córkę,  która się opiekowałam).  Żałuję, że nie miałam z nim więcej kontaktu w cztery oczy.  

Kasi udało się pogodzić z tatą, a kiedy 2 lata po jego śmierci straciła ojczyma, jak sama napisała – „umiała poradzić sobie z jego stratą”.

- Nauczyłam się być silna i sprawdzać dokładnie, czy u innych osób na pewno wszystko jest w porządku – zakończyła swoją historię. 

Nie zawsze dobre rady

O śmierci swojego taty napisała także do nas czytelniczka, która prowadzi profil „Czytam, bo żyję”. Napisała, że mimo bólu, który wiązał się z odejściem taty, nie chciała zapomnieć o tym, a o dobrych radach, które słyszała w trudnym dla siebie czasie.

- Zdaniem (znajomych – przyp. red.) sposobem na poradzenie sobie ze śmiercią bliskiej osoby jest zapomnienie o niej. Wymazanie z pamięci. Pochowane zdjęć (…).  Mama, zaślepiona rozpaczą,  chciała przyjąć te słowa swoich przyjaciółek. Ale nie ja. W pokoju wisi duży portret taty, cmentarz odwiedzamy regularnie i nie unikamy rozmów o tacie. 

- Dziś wspomnienia są weselsze (choć zdarzają się łzy) – zakończyła swoją opowieść nasza czytelniczka. - Tata uśmiechnięty patrzy na nas ze zdjęcia.  A może i naprawdę gdzieś tam na nas patrzy...

Pogodzić się z chorobą

Choroba, zwłaszcza ciężka lub przewlekła, może wywrócić życie do góry nogami. Wszystko, co znane, nagle się zmienia. Trzeba pogodzić się z ograniczeniami, z tym, że do niektórych rzeczy nie ma już powrotu.

-  "Masz cukrzycę". Te słowa zmieniły moje życie już na zawsze – napisała Maria Sukow. - Tygodnie w szpitalu, litry wylanych łez, krzyki, pytania: "dlaczego?".

Mimo choroby i ograniczeń, które się z nią wiążą, Marii udało się pokonać zniechęcenie. Jak?

- Z każdym dniem uczyłam się nowych rzeczy i myślałam optymistycznie. Dalej mam nadzieję, że może... Może kiedyś wyzdrowieję. To jest najważniejsze : Nigdy się nie poddawać, walczyć z całych sił, cieszyć się z małych rzeczy – radzi.

O problemach ze zdrowiem napisała nam również Kasia Błażejczak – Prałat.

- Mam za sobą poród,  podczas którego życie moje i mojego dziecka było zagrożone. Niestety, nikt z rodziny nie mógł w tym czasie ze mną być. Gdy dowiedziałam się, że nasza sytuacja była taka zła,  żałowałam,  że nie było ze mną męża i starszego syna. Uświadomiłam sobie,  że gdyby nam sie coś stało,  nie zdążyłabym się z nimi pożegnać.  Po tej sytuacji wiem,  jak ważne jest wsparcie.

Niepotrzebne kłótnie

Oczywiście trudne sytuacje mają wiele powodów. Czasem nie trzeba wiele – nerwy, których nie uda się w porę okiełznać, krzywe spojrzenie, kilka słów za dużo. Przekonała się o tym Julia Samokar.

-  Żałuję pewnej kłótni z moją najlepszą przyjaciółką. Jak zawsze pokłóciłyśmy się o jakąś głupotę, mało istotną rzecz... Nie odzywałyśmy się do siebie prawie przez trzy tygodnie. Myślałam, że to już koniec naszej przyjaźni.

-  Pewnego dnia przeglądałam  zdjęcia i nagle natrafiłam na nasze wspólne zdjęcie. Miałyśmy na nim po pięć lat. Od razu uśmiech zagościł mi na twarzy. Obejrzałam jeszcze kilka naszych wspólnych zdjęć i stwierdziłam, że szkoda by było zaprzepaścić taką przyjaźń trwającą od dzieciństwa... Postanowiłam, że z nią porozmawiam (…). Jak pomyślałam, tak zrobiłam.

Wyciągnięcie ręki do zgody nigdy nie jest łatwe. Czasem jednak warto schować dumę do kieszeni i wykonać pierwszy krok. Dzięki odwadze Julii udało się uratować przyjaźń.

- Reakcja mojej przyjaciółki była cudowna. O mało co się nie popłakała i powiedziała, że doszła do takiego samego wniosku, jak ja. Wpadłyśmy sobie potem w ramiona. Do dzisiaj jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami. Co prawda nadal się kłócimy, ale już nie aż tak.

O ważnej dla siebie relacji i przyjaciółce, którą udało się odzyskać, napisała także Kasia Boroń.

-  Z moją przyjaciółką miałyśmy inne zdanie, trochę słów za dużo padło i bach... Stracony kontakt.  Jej i mój ślub osobno. Pewnego dnia poczułam, że mi jej brakuje. Zaufałam intuicji i odezwałam się. To była właściwa decyzja, dziś nasza przyjaźń znów kwitnie.

Kasia opowiedziała nam również o drugiej – podobnej – sytuacji.

-  Przyjaciel odszedł. Przez kobietę, która mnie nie mogła ścierpieć. Pozwoliłam odejść i uważałam to za dobre, bo on był szczęśliwy. Aż pewnego dnia, poczułam, że u niego źle. Intuicja i serce znowu krzyczały, rozum przeczył. Odezwałam się i znów go mam

W obu sytuacjach Kasia uwierzyła swojej intuicji, dzięki czemu podjęła dobre decyzje. Jak sama napisała „wierzy w to, co czuje i idzie za tym głosem”.

- Bo życie w zgodzie z sobą, z własnymi przekonaniami i uczuciami daje możliwość powiedzenia, że się nie żałuje.

Gdy komuś płynie łza…

Trudno jest nie tylko wtedy, kiedy ktoś wyrządzi przykrość nam. Zdarza się, że to my zawinimy i doprowadzimy do łez tych, których kochamy. O takiej sytuacji napisała nam Paulina Świstak.

-  Czego wolałabym nie pamiętać?  Tego,  jaka byłam jako nastolatka. Tego,  ile problemów mieli ze mną rodzice. Byłam okropna, za co teraz się wstydzę.

Bunt, który opisała Paulina, skończył się, kiedy zaszła w ciążę – mając zaledwie 17 lat.

- Dzięki temu moje serce napełniło się miłością,  którą mogłam obdarzyć swoich bliskich.  Spoważniałam,  a na dodatek mam wspaniałego syna. Mam nadzieję, że on nie da mi w kość tak, jak ja dałam swoim rodzicom.

To pierwsza część naszego tekstu. Druga ukaże się za kilka dni. Mamy nadzieję, że opisane historie dodadzą Wam sił w radzeniu sobie z problemami. Może macie sprawdzone sposoby na to, jak poradzić sobie w trudnych chwilach? Jeśli tak, koniecznie podzielcie się z nimi w komentarzach!