Miejsce, gdzie książki inspirują kobiety

Vera Falski: Wszystko wymaga talentu

- Zabawne, że kiedy autorką albo główną bohaterką książki czy filmu jest kobieta, automatycznie jest to dzieło kobiece, zaś kiedy autor albo bohater jest mężczyzną, książka lub film jest po prostu książką lub filmem.  Nasza bohaterka Sabina – pisarka „kobieca” chce uciec od tej etykietki, próbuje zasłużyć na to by ją dopuszczono do świata wielkiej literatury – mówi Vera Falski, autorka książki „Szczęśliwe zakończenie”, która ukaże się 18 maja nakładem wydawnictwa Otwarte.  

Klub Kobiecym okiem:  Na pierwsze pytanie kwestionariusza Prousta („Jaka jest główna cecha twojego charakteru?” – przyp. red.) odpowiedziałaś: dwoistość. A raczej – odpowiedziałyście, bo za „projektem Vera” stoją dwie osoby. Możecie zdradzić, kim jesteście?

Vera Falski: - Chyba żartujesz – gdybyśmy zdradziły byłoby po zabawie! Poprzestańmy na tym, że mieszkamy w tym samym mieście – Warszawie i obie jesteśmy blondynkami. Może komuś uda się zidentyfikować?

Wiem, że obie piszecie już od dawna. Skąd wziął się pomysł, żeby stworzyć Verę i wspólnie napisać obie książki (pierwsza nosiła tytuł „Za żadne skarby”)?

- Pomysł urodził się spontanicznie i znaczący udział w nim miała wypita przez nas butelka wina, więc na początku nie traktowałyśmy go zbyt poważnie. Gadając o różnych naszych zmaganiach zawodowych, od słowa do słowa postanowiłyśmy napisać lekką powieść dla szerokiego odbiorcy i zarobić na tym kupę forsy. Na razie to drugie jest ciągle przed nami, ale „projekt Vera” bardzo nas wciągnął i dał dużo satysfakcji, więc zamierzamy się w to jeszcze pobawić.

Czy po premierze i sporym sukcesie pierwszej książki nie kusiło Was, żeby się ujawnić?

- W ogóle! Chyba wręcz coraz bardziej podoba nam się ta kreacja. To bardzo wyzwalające uczucie – mieć swoje drugie wcielenie, w którym można się schować. Nas ta zabawa bardzo kręci, mamy nadzieję, że dla czytelników to też coś innego. Choć może czasem pojawiała się mała pokusa – książka miała fajny odbiór u bardzo różnych czytelniczek (i czytelników też!), a tu nawet nie możesz się pochwalić na fejsieJ Ale nasze ego jakoś dało sobie z tym radę.

Wasza nowa książka traktuje m.in. o kryzysie twórczym. Czy pisząc we dwie łatwiej uniknąć przestojów weny?

- Zdecydowanie tak. To trochę jak z chodzeniem na siłownię – jeśli umawiasz się, że będziesz ćwiczyć razem z drugą osobą, masz silniejszą motywację i trudniej się wymigać, nawet jeśli wewnętrzny leń bardzo się stara. Tutaj jest podobnie – po pierwsze musisz być w porządku wobec partnerki i nie odstawać za bardzo z pracą, ale też po prostu, jeśli jedna z nas ma kryzys, może się wyżalić drugiej i dostać wsparcie. Poza tym są sytuacje czysto techniczne – na przykład jeśli pojawia się problem z wymyśleniem jakiejś sceny czy poprowadzeniem dalej akcji w ramach tego co razem wcześniej wymyśliłyśmy – druga osoba może coś podpowiedzieć.  No i zwyczajnie co dwie pary oczu to nie jedna – często wyłapujemy sobie nawzajem jakieś nieścisłości, niezbyt zręczne sformułowania itp.

Korzystając z okazji chciałabym porozmawiać o tzw. literaturze kobiecej, czasem postrzeganej jako niezbyt wymagająca. Wiele autorek, piszących książki klasyfikowane jako „kobiece” tłumaczy, że pisanie książek, niezależnie od tego, kim jest odbiorca, wymaga sporo researchu, ciężkiej pracy i talentu. Jakie jest wasze zdanie? Jak traktujecie przyklejanie autorom takich „łatek”?

- Wydaje się nam, że najtrudniej jest stworzyć wysokiej klasy dzieła rozrywkowe. To dotyczy zarówno literatury jak i filmu – inteligentna, zabawna, mądra rozrywka to naprawdę wielkie wyzwanie dla autora. Oczywiście proza artystyczna wymaga innych kompetencji, ale nie oznacza to, że autorzy literatury tzw. wysokiej łatwo poradziliby sobie w prozie gatunkowej. Wszystko wymaga talentu.

Czy uważacie, że klasyfikowanie książek i nadawanie im etykiet „kobieca” czy „męska” ma sens?

- Oczywiście jest literatura kierowana do kobiet i ta którą się pisze raczej z myślą o mężczyznach, ale w Polsce problemem jest raczej to, że każda książka pisana przez kobietę od razu zaczyna inaczej być odbierana przez bardzo zmaskulinizowany świat polskiej krytyki. Niestety – panowie kobiet – pisarek nie czytają, nie są ich ciekawi. A przecież to punkt widzenia drugiej połowy ludzkości. Nie wiem jak można nie być go ciekawym?

- Zabawne, że kiedy autorką albo główną bohaterką książki czy filmu jest kobieta, automatycznie jest to dzieło kobiece, zaś kiedy autor albo bohater jest mężczyzną, książka lub film jest po prostu książką lub filmem.  Nasza bohaterka Sabina – pisarka „kobieca” chce uciec od tej etykietki, próbuje zasłużyć na to by ją dopuszczono do świata wielkiej literatury, jak to się dla niej kończy – polecamy naszą książkę :)

Idąc za ciosem – możecie powiedzieć mi, jakie książki stoją na Waszych półkach?

- Same fajne. Czytamy dużo i mamy szerokie pole zainteresowań. Poza tym pracując nad kolejnymi książkami, scenariuszami itp. sięgamy po mnóstwo literatury, także fachowej. Można powiedzieć, że obie jesteśmy nałogowymi czytelniczkami.

Wiem, że wśród muzyków jest tzw. „syndrom drugiej płyty”, czyli lęk przed tym, jak  - często po udanym debiucie – zostanie przyjęta kolejna płyta. Czy u was pojawił się „syndrom drugiej książki” czy zupełnie nie?

- Chyba nie – może dlatego, że – za namową naszego wydawcy – nie poszłyśmy naturalnie narzucającą się drogą, czyli nie wzięłyśmy się za kontynuację przygód Ewy z „Za żadne skarby” ale zajęłyśmy się czymś zupełnie innym, wymyślając Sabinę i jej świat. To było bardzo odświeżające i dało nam nową energię i oddech. Oczywiście zawsze możemy jeszcze kiedyś wrócić do naszych bohaterów z Wężówki, ale kończąc książkę, byłyśmy już trochę zmęczone pracą nad nią, więc tzw. płodozmian dobrze nam zrobił.

Macie w planach dalszą współpracę przy kolejnej książce? Zdradzicie do nieco waszym wiernym fankom?

- Tak, to już nawet nie plany, ale właśnie zaczynamy pisać trzecią powieść. Na razie możemy powiedzieć tylko tyle, że podobnie jak w przypadku dwóch pierwszych, trzecia będzie kompletnie inna od pozostałych. Nowa bohaterka, nowy gatunek. Spodziewamy się, że to może być spore zaskoczenie.

Nie mogę na koniec nie zadać tego pytania: czy jest szansa, że wasze fanki poznają kiedyś waszą prawdziwą tożsamość?

- Nie planujemy się ujawnić, ale  – nigdy nie mów nigdy!