Miejsce, gdzie książki inspirują kobiety

Złamane serce, czyli jak poradzić sobie z rozstaniem

Zerwanie kontaktów, zapakowanie pamiątek z wspólnie spędzanych chwil i ukrycie ich głęboko, słuchanie smutnych piosenek, płacz, rozmowy z najbliższymi – sposobów na poradzenie sobie z rozstaniem jest wiele. A jak poradziły sobie nasze klubowiczki?

- Cóż, pewnie nie będę wyjątkowa, kiedy powiem, że po rozstaniu z pierwszym poważnym chłopakiem płakałam jak bóbr – napisała Ula Lachiewicz.

-  Ciężko mi było przyjąć do wiadomości, że człowiek któremu ufałam, którego kochałam i który pokazał mi co to znaczy być kochaną -  zawiódł mnie. Nie docierało do mnie, że tak się stało. Łudziłam się, że to pomyłka, że tylko chwilowe zapomnienie. Niestety, było inaczej – zaczęła swoją historię Justyna Wika Wielesiuk.

- Cały tydzień płakałam mając nadzieję, że się ten człowiek opamięta. Opamiętał... na jeden dzień. Kochałam wciąż i cierpiałam wiele dni. Wspierała mnie mama i przyjaciółka.

- Po 3 miesiącach powiedziałam sobie: koniec! Po 3 miesiącach obudziłam się z tego letargu. Zapytałam sama siebie: "czy facet, który kończy związek smsem, jest wart moich łez? Przecież on o mnie nie myśli, nie interesuje się mną. Więc ja mam myśleć o nim?”.  Odpowiedź nasunęła się sama: "KONIEC rozpaczy, ani sekundy dłużej. Ani jednej łzy więcej. Nie jest wart moich łez"! Wyszłam do ludzi, zadbałam o siebie. Skupiłam się na sobie. Zaczęłam żyć.

Klubowiczka ukrywająca się pod pseudonimem „Miłość do czytania” również przeżyła ciężkie, okupione wieloma łzami rozstanie.

- Najwięcej bólu czułam podczas związku z chłopakiem, który, jak mi się wtedy wydawało, bawił się moimi uczuciami.  Teraz widzę, że nie mógł pogodzić się ze swą orientacją -  byłam tzw. przykrywką. Przy rodzinie za rączkę, uściski. Gdy byliśmy sami  - słowem czy gestem potrafił bardzo zranić. Nie liczył się z moimi uczuciami, dziwił się gdy widział, że jest mi przykro.

-  Wylałam litry łez zastanawiając się, kim jestem dla tego chłopaka. Dlaczego raz szepcze że mnie kocha, a na drugi dzień ignoruje... Moi rodzice razu wyczuli, że to nie chłopak dla mnie. Pamiętam jak zapłakana siedziałam na tarasie, mama podeszła do mnie i powiedziała, że żaden chłopak nie jest wart moich łez... Wtedy coś we mnie pękło. Postanowiłam wziąć się w garść i nie dać sobą "pomiatać".

Bez łez

Płacz to jeden z najlepszych sposobów na poradzenie sobie z nadmiarem emocji (nie zawsze wyłącznie tych trudnych!). Bywa jednak i tak, że łzy okazują się niepotrzebne.

- Szczerze mówiąc to nie było płaczu, nie było szaleństw, nie było drugiego chłopaka  - zdradziła nam Katarzyna Jakuszko. -  Ja znalazłam na swój ból, cierpienie i rozczarowanie inną metodę.

Kasia poradziła sobie z bólem… wyszywając!

-  Odkryłam, że ten rodzaj manualnej pracy mnie wycisza, pozwala uporządkować myśli, a przede wszystkim uporać się ze smutną rzeczywistością. Wyszywałam więc w każdej wolnej chwili, nanosząc malutkie krateczki na białą kanwę. To wymagało ode mnie nie tylko cierpliwości, ale przede wszystkim skupienia. Przestałam więc rozpaczać,  pochłonięta całkowicie nową pasją.

Bez łez obywało się także w przypadku Claudii Sobańskiej.

- Nie płakałam. Nie ma sensu płakać za czymś, co zamknęło za sobą drzwi, ale otworzyło je dla czegoś nowego.

- Nie przypominam sobie, bym płakała kiedyś z powodu chłopaka. Należę do twardych osób i zawsze uważałam, że kiedyś przyjdzie i na mnie kolej – napisała Paulina Świstak.

Czas pokazał, że Paulina miała rację. Dziś ma męża, i, jak sama mówi, „płakać nie musi i ma nadzieję, że nie będzie musiała”.

Czas leczy rany

Płacz, rozmowy z przyjaciółmi, zerwanie kontaktów, analizowanie, dlaczego tak się stało – często to nie wystarczy, żeby uleczyć złamane serce. Często okazuje się, że najlepszym lekarzem jest… czas.

- (Po rozstaniu – przyp. red.) skoncentrowałam się na tym co jest "tu i teraz" – napisała Patrycja Fornal. - Próbowałam przyjąć sytuację taką, jaka jest. Bez względu na przyczynę, związek się po prostu zakończył (…). Pozwoliłam sobie czuć te wszystkie trudne uczucia, bez przyglądania się związkowi. Częstym błędem jest uciekanie od uczuć, zajmowanie się różnymi rzeczami, byle nie czuć. Poza chwilową ulgą - problem nie jest wcale rozwiązany i uczucia będą wracać. Uciekanie od uczuć spowoduje, że pozostanie w nas zadra na długi czas. Po jakimś czasie wszystkie te uczucia będą coraz słabsze i będą się pojawiać coraz rzadziej. Ja pozwoliłam im wygasnąć.

- Mój Tato zwykł powtarzać: "Miłość jest jak kot, nie przychodzi na zawołanie" – napisała Aneta Domagała.  - Obrałam te słowa za swego rodzaju mantrę, która sprawdza się do dzisiaj!

Po bolesnym rozstaniu Aneta usłyszała od taty kolejne ważne słowa: „pewnego dnia będziesz losowi wdzięczna. Gdy zamykają się jedne drzwi, otwierają się drugie”.  Po latach okazało się, że tata, jak zwykle, miał rację.

- Dzisiaj mam narzeczonego i faktycznie:  po latach otworzyły się właściwe metaforyczne drzwi – napisała Aneta.

Zaskoczenie, wściekłość, żal – te wszystkie etapy rozstania przeżyła także Ela Dynak, która, po rozstaniu, została sama z dwójką dzieci.

- Zaliczyłyśmy terapie rodzinne, potem chodziłam na terapię sama. Łykałam tabletki uspokajające i powoli, małymi kroczkami wychodziłam z tego piekła. Rodzina, najbliżsi przyjaciele pomagali jak mogli w tym żmudnym i powolnym powrocie do świata żywych.

Jak przyznaje Ela, przełomem było poznanie kolejnego mężczyzny. Jak sama napisała – nie wyobrażała sobie, że po tak bolesnym porzuceniu można na nowo się zakochać, stworzyć z kimś szczęśliwą rodzinę, urodzić dziecko. A jednak Eli się udało!

Siła przyjaźni

- Po zakończeniu długoletniego związku popadłam w depresję.  Nic mi się nie chciało: wstawać z łóżka, iść do pracy, zdrowo i regularnie się odżywiać, spotykać ze znajomymi, żyć... Bardzo to przeżywałam, po głowie plątały się myśli, że zawiodłam jako kobieta – napisała Maria Gradek.

- Z marazmu wyciągnęła mnie przyjaciółka: zabierała mnie do kina na głupawe komedie, przynosiła mi kilogramy książek, które początkowo czytała mi na głos (sama nie umiałam się skupić na czytaniu), zaciągnęła mnie na siłownię, gdzie wraz z potem spływały ze mnie emocje... I choć lizanie ran po rozstaniu zajęło mi niemal pół roku, dałam radę!

Ewa Kłobuch również przekonała się, że w trudnych chwilach może liczyć na przyjaciółkę.

-  Spotykaliśmy się 2 lata, rzuciłam go po tym jak uderzył mnie3 raz.
Bolało, tęskniłam. Serce mówiło:  wróć. On obiecał,  że już nigdy więcej. Rozum podpowiadał:  „chcesz całe życie cierpieć?”. Przyjaciółka podsunęła mi książki o przemocy w rodzinie i była ze mną.

Miłość do dziecka

Czasami ból po rozstaniu jest tak silny, że nie mamy siły na nic. Trudno sobie wyobrazić, że trudne chwile miną i że jeszcze poczujemy się szczęśliwe. Trudno jednak rozpaczać, kiedy obok są dzieci – trzeba przecież o nie zadbać. Okazuje się, że dzięki nim oswajanie się z nową sytuacją może być nieco łatwiejsze.

- Po trzech latach związku zostałam sama z małym dzieckiem – napisała nam Anna Rosińska. - Było mi ciężko, bez pracy, bez perspektyw, bez marzeń. Ale kiedy patrzyłam na małą, uśmiechającą się do mnie istotkę,  wiedziałam, że muszę być silna. Podniosłam się, wyciągnęłam nauczkę.

Dorota Grzeszczyk rozstanie przeżywała dwa razy. 2 lutego 2002 roku straciła ukochanego męża.

-  Byłam z nim dłużej niż sama ze sobą... Miałam niespełna 45 lat. Trójka dorosłych dzieci i maleńka 2,5 letnia córeczka.  Czas stanął. Wszystko straciłam razem z nim. Poczucie czasu i uśmiech. Uśmiechu tego, który tak lubił... już nie miałam. Mijał czas, a ten dzień ciągle miałam w pamięci. Trwało to kilka lat.

Po kilku latach, w 2008 roku, Dorota ponownie wyszła za mąż.

-  Z miłości – przyznaje.  - Stworzyłam nową rodzinę. Myślałam, że to będzie tak samo jak zaczęło się wtedy  - w 1976 r. Bardzo tego chciałam, ale nic dwa razy się nie zdarza...

Drugi mąż zdradzał Dorotę.

-  Porażka: rozstanie zawsze nią jest. Tutaj dodatkowo wściekłość i żal. Żal, że tyle czasu znowu straciłam. Przedtem bez ukochanego, teraz przez drania. Ale wiem, że muszę trwać i to w uśmiechu, bo mam córkę, która mnie kocha i ona jest tym paliwem, które mnie napędza. Nie pozwala mi nie uśmiechać się. I całe szczęście!

Nam w trudnych chwilach często towarzyszyła TA piosenka. Wam również pomagała muzyka?